<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" xmlns:googleplay="http://www.google.com/schemas/play-podcasts/1.0"><channel><title><![CDATA[Realizm.pl]]></title><description><![CDATA[Realizm to dziennik z wnętrza późnego kapitalizmu — osobiste, filozoficzne i polityczne zapiski z globalnego piekła na ziemi]]></description><link>https://www.realizm.pl</link><image><url>https://www.realizm.pl/img/substack.png</url><title>Realizm.pl</title><link>https://www.realizm.pl</link></image><generator>Substack</generator><lastBuildDate>Sun, 19 Apr 2026 01:28:02 GMT</lastBuildDate><atom:link href="https://www.realizm.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml"/><copyright><![CDATA[Realista]]></copyright><language><![CDATA[en]]></language><webMaster><![CDATA[realizm@substack.com]]></webMaster><itunes:owner><itunes:email><![CDATA[realizm@substack.com]]></itunes:email><itunes:name><![CDATA[Realista]]></itunes:name></itunes:owner><itunes:author><![CDATA[Realista]]></itunes:author><googleplay:owner><![CDATA[realizm@substack.com]]></googleplay:owner><googleplay:email><![CDATA[realizm@substack.com]]></googleplay:email><googleplay:author><![CDATA[Realista]]></googleplay:author><itunes:block><![CDATA[Yes]]></itunes:block><item><title><![CDATA[Gdyby to była heroina, to byśmy zamykali rodziców]]></title><description><![CDATA[Dopamina, alkohol i dzieci z YouTube&#8217;a. Dlaczego boimy si&#281; marihuany bardziej ni&#380; samotno&#347;ci?]]></description><link>https://www.realizm.pl/p/gdyby-to-bya-heroina-to-bysmy-zamykali</link><guid isPermaLink="false">https://www.realizm.pl/p/gdyby-to-bya-heroina-to-bysmy-zamykali</guid><dc:creator><![CDATA[Realista]]></dc:creator><pubDate>Thu, 05 Jun 2025 09:41:54 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/8f7cfc4d-e9b4-46d7-99e1-c739e47dd00e_1536x1024.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>To mia&#322; by&#263; tekst o alkoholu. &#379;e z legalnymi dragami to u nas jest jak w kiepskiej komedii o PRL-u: pij, ale nie pal. Legalna w&#243;da leje si&#281; strumieniami przez TikToka, przez reklamy, przez wesele twojej ciotki Haliny. A za jointa mo&#380;esz w Polsce ci&#261;gle oberwa&#263; pa&#322;&#261;. Taki klimat.</p><p>Ale tekst nam si&#281; rozrasta, jak temat na imprezie po trzecim kielonie.</p><p>Bo z boku wje&#380;d&#380;a nowy boss: dopamina. Ta z koki i ta z TikToka. Ta, kt&#243;ra rozlewa si&#281; dzieciakom w g&#322;owie w tempie 240 fps, scroll za scrollem, level za levelem.</p><h3>Narkotyk w kieliszku i dopamina na ekranie.</h3><p>Wyobra&#378; sobie, &#380;e l&#261;dujesz w obcym mie&#347;cie, o czwartej rano, z kacem i telefonem w r&#281;ce. Migaj&#261; ci powiadomienia, TikTok ju&#380; krzyczy, &#380;e masz zaleg&#322;e lajki, a ty nawet nie pami&#281;tasz, jak si&#281; tu znalaz&#322;e&#347;. W barze naprzeciwko kole&#347; s&#261;czy pi&#261;tego browara. Legalnie. Obok nastolatek od czterech godzin scrolluje patostreamy. Te&#380; legalnie. A w telewizji jaki&#347; polityk opowiada, &#380;e marihuana to zagro&#380;enie dla m&#322;odzie&#380;y.</p><p><strong>To nie Matrix, to Polska A.D. 2025.</strong></p><p>Alkohol? &#346;wi&#281;ty Graal kapitalizmu. Sprzedajemy go jako kultur&#281;, jako folklor. Dorzucamy do wesela, do Wigilii, do pogrzebu. Jest wsz&#281;dzie. Zabija cicho, metodycznie, z u&#347;miechem sponsora na festynie. Marihuana? Demonizowana, cho&#263; nauka m&#243;wi jasno: mniej uzale&#380;niaj&#261;ca, mniej agresywna, mniej toksyczna. Ale w&#322;adza nie czyta bada&#324;. W&#322;adza s&#322;ucha akcyzy.</p><p>A dzieci? Dzieci ton&#261; w dopaminie. Scroll za scrollem, story za story. YouTube, TikTok, Insta &#8212; neurobiologiczny rollercoaster w kieszeni. 240 FPS rozwa&#322;ki emocjonalnej. Gdyby to by&#322;a heroina, to by&#347;my zamykali rodzic&#243;w. Ale &#380;e to telefon, to dajemy w prezencie na komuni&#281;.</p><p><strong>Pora si&#281; obudzi&#263;. Wci&#261;gn&#261;&#263; powietrze nosem, rozejrze&#263; si&#281; i zapyta&#263;: kto tu kogo robi w chuja?</strong></p><p>Alkohol. Legalny, dost&#281;pny na wyci&#261;gni&#281;cie r&#281;ki, cz&#281;sto uto&#380;samiany z kultur&#261; i &#347;wi&#281;towaniem. Jednocze&#347;nie to substancja, kt&#243;ra rocznie odpowiada za miliony zgon&#243;w i niezliczone tragedie rodzinne. Por&#243;wnajmy to z marihuan&#261; &#8211; w wielu krajach wci&#261;&#380; nielegaln&#261;, cho&#263; badania naukowe konsekwentnie wskazuj&#261; na jej znacznie mniejsz&#261; szkodliwo&#347;&#263;. Czy&#380; to nie jest groteska? Hipokryzja ta si&#281;ga jednak znacznie g&#322;&#281;biej, a na horyzoncie pojawia si&#281; nowe, przera&#380;aj&#261;ce zagro&#380;enie &#8211; uzale&#380;nienie od dopaminy generowanej przez smartfony, szczeg&#243;lnie u dzieci. Podczas gdy pot&#281;piamy kokain&#281; i LSD jako "wielkie z&#322;o", &#322;adujemy naszym pociechom &#347;rednio ponad cztery godziny dziennie internetowej dopaminy, ignoruj&#261;c niszczycielski wp&#322;yw na ich psychik&#281;. Czy&#380; nie nadszed&#322; czas, by na nowo zdefiniowa&#263;, <strong>co naprawd&#281; jest szkodliwe i dlaczego tak bardzo oszukujemy samych siebie?</strong></p><h3>Ucieczka od rzeczywisto&#347;ci: wersja 1.0 i 2.0</h3><p>Kiedy&#347; cz&#322;owiek bra&#322; LSD z szamanem albo jad&#322; grzybki w Peru, bo chcia&#322; zajrze&#263; w g&#322;&#261;b siebie. Potem pojawi&#322; si&#281; alkohol, &#347;rodek na ucieczk&#281; od rzeczywisto&#347;ci, podany w butelce po cenie z akcyz&#261;. Dzi&#347; mamy wersj&#281; 2.0: scrollowanie dopaminowych jackpot&#243;w z TikToka, z YouTube&#8217;a, z patostream&#243;w.</p><p>Marihuana? W por&#243;wnaniu z tym to relikt spokojnego buntu. Spokojnego kontaktu z natur&#261; i z samym sob&#261;. Legalizacja? Gdzie tam. Jeszcze kto&#347; by zacz&#261;&#322; my&#347;le&#263;, zamiast konsumowa&#263;.</p><h3>Od pradawnych rytua&#322;&#243;w do wsp&#243;&#322;czesnych zakaz&#243;w: Kiedy zgubili&#347;my drog&#281;?</h3><p>Wr&#243;&#263;my do pocz&#261;tk&#243;w. Zanim Zach&#243;d wymy&#347;li&#322; prohibicje i ca&#322;e to religijno-biznesowe domino, ludzie siedzieli przy ogniskach, zlizuj&#261;c halucynogeny z korzeni albo pij&#261;c ayahuasc&#281; pod okiem szamana. To nie by&#322;o jebane &#8222;&#263;panie&#8221; &#8212; to by&#322;a ceremonia, wsp&#243;lnota, eksploracja duszy. Tam nie by&#322;o miejsca na samotne tripy do zajechania uk&#322;adu nerwowego &#8212; by&#322; &#347;piew, taniec i opowie&#347;&#263;. By&#322; sens.</p><p>A potem przysz&#322;a cywilizacja bia&#322;ego cz&#322;owieka. W garniturze, z katechizmem i kodeksem karnym. I postanowi&#322;a, &#380;e niekt&#243;re stany &#347;wiadomo&#347;ci s&#261; nielegalne. Nie dlatego, &#380;e szkodliwe.  </p><blockquote><p>Dlatego, &#380;e by&#322;y nie do skontrolowania. Bo nie da si&#281; opodatkowa&#263; wizji Boga, nie da si&#281; sprzeda&#263; tripu w pude&#322;ku z logo. Wi&#281;c zakazali.</p></blockquote><p>Zrobili to z but&#261; handlarza, kt&#243;ry wie, &#380;e jego w&#243;dka b&#281;dzie si&#281; la&#322;a bez wzgl&#281;du na to, ilu ludzi od niej umrze. Bo w&#243;dka nie budzi pyta&#324;. W&#243;dka nie kwestionuje autorytetu. W&#243;dka tylko przyt&#281;pia. A marihuana? Mo&#380;e kogo&#347; sk&#322;oni do my&#347;lenia. Mo&#380;e kto&#347; przestanie zasuwa&#263; jak chomik w ko&#322;owrotku. Wi&#281;c nie, marihuana nie mo&#380;e by&#263; legalna. THC to herezja &#8212; zagro&#380;enie dla systemu.</p><p>A &#380;e alkohol niszczy? &#379;e prowadzi do marsko&#347;ci, przemocy, rozpad&#243;w rodzin? Niewa&#380;ne. Wa&#380;ne, &#380;e p&#322;aci. &#379;e lobby dzia&#322;a. &#379;e nar&#243;d upity to nar&#243;d cichy. To si&#281; op&#322;aca.</p><p>A ty dalej my&#347;lisz, &#380;e chodzi o zdrowie?</p><h3>Historia zakaz&#243;w: kiedy stracili&#347;my kontrol&#281; nad &#347;wiadomo&#347;ci&#261;</h3><blockquote><p><em><strong>Pytanie brzmi: kto i kiedy uzna&#322;, &#380;e pewne stany &#347;wiadomo&#347;ci s&#261; niedozwolone?</strong></em></p></blockquote><p>Zakaz my&#347;lenia o &#347;mierci (zakaz metafizyki), zakaz psychodelik&#243;w, zakaz THC... ale jednocze&#347;nie legalna benzodiazepina, hektolitry w&#243;dy, benzynka do nosa i dopamina z ekranu?</p><p>Wszystko, co sprzyja samotnej ucieczce, niezak&#322;&#243;conej refleksj&#261; i zorganizowan&#261; wsp&#243;lnot&#261;, jest mile widziane. Wszystko, co mog&#322;oby wytworzy&#263; poczucie po&#322;&#261;czenia i oporu, jest niebezpieczne.</p><h3>Alko vs THC: co m&#243;wi nauka, co m&#243;wi skarb&#243;wka</h3><p>Alkohol niszczy cia&#322;o, umys&#322;, relacje. Uzale&#380;nia szybciej ni&#380; marihuana, powoduje agresj&#281;, przemoc domow&#261;, zgony na drogach. THC? G&#322;&#243;wnie relaksuje.</p><p>Ale alko to podatki, lobby, tradycja. Marihuana to potencjalne pytania o wolno&#347;&#263;, granice pa&#324;stwa i <strong>nowe modele spo&#322;eczne</strong>. No i hajsiwo dla czarnorynkowych boss&#243;w.</p><h3>Dopaminowy kataklizm: dzieci w internecie</h3><p>I tu dochodzimy do niezamierzonego <em>clue</em>. Tekst naprawd&#281; mia&#322;o by&#263; o tym, &#380;e gandzia jest fajniejsza ni&#380; alko i na chillu mo&#380;na je zamieni&#263;&#8230; Ale poziom zjebania dyskusji o psychice jest duuuu&#380;o wi&#281;kszy.</p><p><em>Polska AD 2025, Komisja do Spraw Dzieci i M&#322;odzie&#380;y, Komisja Cyfryzacji, Innowacyjno&#347;ci i Nowoczesnych Technologii. </em></p><p><em>Prezentacja raportu z monitoringu obecno&#347;ci dzieci i m&#322;odzie&#380;y w internecie<br>&#8211; przedstawiaj&#261;: cz&#322;onek Pa&#324;stwowej Komisji do spraw przeciwdzia&#322;ania wykorzystaniu seksualnemu ma&#322;oletnich poni&#380;ej lat 15, Prezeska Fundacji &#8222;Instytut Cyfrowego Obywatelstwa&#8221;, Prezes Polskich Bada&#324; Internetu, Prezes Gemius.<br>Rozpatrzenie informacji na temat bezpiecze&#324;stwa dzieci i m&#322;odzie&#380;y w internecie<br>&#8211; referuj&#261;: Minister Cyfryzacji, Minister Edukacji, Minister Sprawiedliwo&#347;ci, Minister Spraw Wewn&#281;trznych i Administracji. </em></p><p>Komisja polityk&#243;w, komisja Mety i Google. Komisja o rzekomym bezpiecze&#324;stwie dzieciak&#243;w. O zdrowiu psychicznym. Komisja o ludziach, kt&#243;rzy nie s&#261; jeszcze w przestrzeni do uzale&#380;nienia i odwyku. O tych, kt&#243;rych chroni&#263; musimy za wszelk&#261; cen&#281;. Komisja, kt&#243;ra powinna by&#263; o tym jak&#261; masakr&#281; w g&#322;owach dzieci - i dalej: w naszym spo&#322;ecze&#324;stwie - odpierdalaj&#261; big techy. No i pad&#322;o kilka zda&#324;, kt&#243;re powinny trafi&#263; na wszystkie paski informacyjne:</p><blockquote><p><strong>"Meta nie ma polityki ochrony dzieci, bo uznaje, &#380;e dzieci &lt;13 nie korzystaj&#261; z ich us&#322;ug" &#8212; powiedzia&#322;a przedstawicielka firmy.</strong></p></blockquote><p>Co? W Polsce dzieci siedz&#261; &#347;rednio <strong>ponad 4 godziny dziennie</strong> przed ekranem smartfona. Tre&#347;ci? Przemocowe, seksualne, patostreamerskie. A politycy? Poklepuj&#261; bigtech po pleckach. Dzi&#281;kuj&#261; im za "wsp&#243;&#322;prac&#281;".</p><blockquote><p><strong>"To nie jest &#322;atwa sytuacja dla przedstawicieli platform technologicznych..." &#8212; Wiceminister Cyfryzacji RP.</strong></p></blockquote><p>To &#347;miech przez &#322;zy. Zamiast chroni&#263; dzieciaki, robimy PR Google i Mety.</p><p>Zreszt&#261; co ja tu b&#281;d&#281;&nbsp;si&#281; rozpisywa&#322;&#8230;</p><div id="youtube2-BdgWlPrM6d8" class="youtube-wrap" data-attrs="{&quot;videoId&quot;:&quot;BdgWlPrM6d8&quot;,&quot;startTime&quot;:null,&quot;endTime&quot;:null}" data-component-name="Youtube2ToDOM"><div class="youtube-inner"><iframe src="https://www.youtube-nocookie.com/embed/BdgWlPrM6d8?rel=0&amp;autoplay=0&amp;showinfo=0&amp;enablejsapi=0" frameborder="0" loading="lazy" gesture="media" allow="autoplay; fullscreen" allowautoplay="true" allowfullscreen="true" width="728" height="409"></iframe></div></div><p></p><h3>Pytania?</h3><ul><li><p>Dlaczego najbardziej szkodliwy narkotyk &#8212; alkohol &#8212; jest legalny?</p></li><li><p>Dlaczego dopamina z telefonu jest w porz&#261;dku, mimo &#380;e rozwala dzieciom m&#243;zgi?</p></li><li><p>Dlaczego boimy si&#281; wsp&#243;lnotowego do&#347;wiadczenia psychodelicznego bardziej ni&#380; samotno&#347;ci w ekranie?</p></li></ul><p>Prawdziwe pytanie brzmi: <strong>kto ma prawo decydowa&#263;, jakim stanom &#347;wiadomo&#347;ci dajemy przestrze&#324;, a jakim nie?</strong></p><p>W tym &#347;wiecie dzieci maj&#261; dopamin&#281; z TikToka, doro&#347;li zapijaj&#261; depresj&#281; i scrolluj&#261; newsy jak slot machine. Legalizacja marihuany? To temat zast&#281;pczy wobec prawdziwej wojny: o kontrol&#281; nad umys&#322;em.</p><p>My jeste&#347;my gdzie&#347; po&#347;rodku. Na kacu, przed ekranem, z dzieckiem obok, kt&#243;re patrzy, jak uciekamy od rzeczywisto&#347;ci, kt&#243;rej nikt nie chce widzie&#263; na trze&#378;wo.</p><p>I tak, wiem. Wiem, &#380;e ten tekst mia&#322; by&#263; o legalizacji marihuany. O jednym z wielu absurd&#243;w legislacyjnych, o por&#243;wnaniu dw&#243;ch substancji i ich wp&#322;ywie na spo&#322;ecze&#324;stwo. A sko&#324;czy&#322; si&#281; jak rozbity film &#8212; jazda po bandzie od ro&#347;liny do scrolla, od THC do TikToka.</p><p>To nie jest przypadek. To nie przypadek, &#380;e w g&#322;owie mi si&#281; to wszystko po&#322;&#261;czy&#322;o. Bo ten &#322;a&#324;cuch skojarze&#324; to nie defekt &#8212; to symptom. Symptom tego, &#380;e gdzie&#347; g&#322;&#281;boko wiem &#8212; czuj&#281; &#8212; &#380;e kto&#347; mi m&#243;wi, co mog&#281;, a czego nie. Kto&#347; wycina mi z &#380;ycia to, co by&#322;o cz&#281;&#347;ci&#261; natury, wsp&#243;lnoty, duchowo&#347;ci. I zostawia zamiast tego w&#243;dk&#281; i feed z YouTube'a. I to wszystko, co na pierwszy rzut oka wygl&#261;da jak g&#322;upia teoria spiskowa, ko&#324;czy si&#281; jednym skojarzeniem: &#380;e jebane koncerny alkoholowe i big techy maj&#261; wszystko w dupie. &#379;e korumpuj&#261; &#347;wiat. &#379;e niszcz&#261; psychik&#281; naszych dzieci. I nasz&#261;. I robi&#261; to z u&#347;miechem, kt&#243;ry m&#243;wi&#261;c nam &#8222;to dla waszego dobra&#8221;, powoli odcina nas od czucia, od my&#347;lenia, od bycia sob&#261;. Na kacu, przed ekranem, z dzieckiem obok, kt&#243;re patrzy, jak uciekamy od rzeczywisto&#347;ci, kt&#243;rej nikt nie chce widzie&#263; na trze&#378;wo.</p><div class="pullquote"><p>Ponad po&#322;owa dzieci w wieku 7-12 lat aktywnie korzysta z przynajmniej jednego serwisu spo&#322;eczno&#347;ciowego lub komunikatora dozwolonego od 13. roku &#380;ycia. W zestawieniu TOP 10 najcz&#281;&#347;ciej odwiedzanych domen przez osoby w wieku 7-14 lat znajduje si&#281; serwis pornograficzny &#8211; w grudniu odwiedzi&#322;o go co trzecie dziecko w tym wieku.</p><p class="button-wrapper" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://cyfroweobywatelstwo.pl/internetdzieci/&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Dzieciaki na polu walki&quot;,&quot;action&quot;:null,&quot;class&quot;:null}" data-component-name="ButtonCreateButton"><a class="button primary" href="https://cyfroweobywatelstwo.pl/internetdzieci/"><span>Dzieciaki na polu walki</span></a></p></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Puddle-Gate, czyli długie spodnie i krótkowzroczność Zachodu]]></title><description><![CDATA[The Clash &#347;piewali "Lost in the Supermarket". Tam w&#322;a&#347;nie jeste&#347;my. Nie zgubieni w historii. Zgubieni w&#347;r&#243;d nowych kolekcji i limitowanych edycji.]]></description><link>https://www.realizm.pl/p/puddle-gate-czyli-dugie-spodnie-i</link><guid isPermaLink="false">https://www.realizm.pl/p/puddle-gate-czyli-dugie-spodnie-i</guid><dc:creator><![CDATA[Realista]]></dc:creator><pubDate>Tue, 15 Apr 2025 09:31:26 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/71544994-0d36-4eb6-8339-9566fd29c2c8_1100x220.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Obudzi&#322;em si&#281; zm&#281;czony. Bardziej ni&#380; kiedy si&#281; k&#322;ad&#322;em. Ostatnio tak mam. Niby &#347;pi&#281;, ale jakby kto&#347; noc&#261; przepuszcza&#322; mnie przez pralk&#281; my&#347;li i l&#281;k&#243;w na programie wirowania. Kawa by&#322;a s&#322;aba, a niebo za oknem mia&#322;o ten odcie&#324; szaro&#347;ci, kt&#243;ry nie zwiastuje nic dobrego. Nie wiedzia&#322;em, sk&#261;d ten niepok&#243;j, ale ju&#380; od rana czu&#322;em, &#380;e co&#347; mnie drapie od &#347;rodka.</p><p>Nie sprawdzi&#322;em rano &#380;adnych wiadomo&#347;ci. Ostatnio tak mam. Zrezygnowa&#322;em z codziennej porcji katastrof i g&#322;upoty. To by&#322; wyb&#243;r sanitarny &#8211; zbli&#380;a&#322;em si&#281; nie do depresji, ale do tej drugiej granicy. Ostatecznej. Mimo to, nawet bez informacji, stres i tak mnie dopada&#322;. Wnika&#322; przez sk&#243;r&#281;. Zasysa&#322; si&#281; jak dym z papierosa, kt&#243;rego nikt nie zapali&#322;.</p><p>W po&#322;udnie walczy&#322;em z tym napi&#281;ciem na stacji benzynowej, gdzie pr&#243;bowa&#322;em kupi&#263; tylko kaw&#281;. Tylko kaw&#281;, ale wyszed&#322;em z batonikiem, gazet&#261;, propozycj&#261; hot-doga i reklam&#261; kredytu konsumpcyjnego. Brakowa&#322;o tylko apteczki z marihuan&#261; medyczn&#261; &#8211; akurat tego mi by&#322;o trzeba. Zaproponowa&#322;em sprzedawcy, &#380;e skoro Prince Polo jest dzi&#347; w promocji dwa za jeden, to mo&#380;e dorzuci drugie wino gratis. Nie zrozumia&#322; &#380;artu. Nie by&#322; w moim typie, wi&#281;c darowa&#322;em mu ten brak poczucia humoru.</p><p>Na wyj&#347;ciu rzuci&#322;em co&#347; w stron&#281; drzwi &#8211; tyrad&#281; o &#347;lepcach, orkiestrze na Titanicu i dekadencji fin de si&#232;cle'u. Potem zgani&#322;em si&#281; w my&#347;lach &#8211; ka&#380;da epoka my&#347;li, &#380;e jest ostatnia. To nie nowo&#347;&#263;. Tak my&#347;leli te&#380; ci, kt&#243;rzy w 1899 siedzieli w kawiarniach i dyskutowali o ko&#324;cu &#347;wiata, a potem przysz&#322;a pierwsza wojna, potem druga, potem atom i internet. Nikt nie znikn&#261;&#322;. Wszyscy jako&#347; prze&#380;yli. </p><p>Siedzia&#322;em potem z notatnikiem i pr&#243;bowa&#322;em rozgry&#378;&#263; ten fenomen: czy ko&#324;ce &#347;wiata zdarzaj&#261; si&#281; tylko na prze&#322;omach wiek&#243;w? Czy nasza epoka &#8211; kt&#243;ra mia&#322;a umrze&#263; z powodu pluskwy milenijnej &#8211; wci&#261;&#380; ma prawo &#380;y&#263; jakby koniec mia&#322; przyj&#347;&#263; jutro? Czy &#347;wiat, kt&#243;ry nie zgin&#261;&#322;, tylko si&#281; zawiesi&#322;, mo&#380;e dalej funkcjonowa&#263; w stanie ci&#261;g&#322;ego oczekiwania na katastrof&#281;?</p><p>I wtedy zobaczy&#322;em <strong>na g&#322;&#243;wnej stronie New York Timesa</strong>: <a href="https://www.nytimes.com/2025/04/14/fashion/long-pants-puddle.html">Are My Pants Really Supposed to Drag on the Ground?</a> I mnie o&#347;wieci&#322;o. Ostatnio tak mam. Najwa&#380;niejszy temat dnia: jak chodzi&#263;, &#380;eby nie pobrudzi&#263; spodni, kt&#243;re zaprojektowano po to, by szura&#322;y po brudnym chodniku.</p><p>Cytuj&#281;: <em>"Long puddling pants are everywhere this season. Here&#8217;s how to wear them without ruining them."</em></p><p>To nie jest <em>The Onion</em>. To nie satyra. To <em>New York Times</em>. Ten sam, kt&#243;ry kiedy&#347; pisa&#322; o Wietnamie i Watergate. Teraz pisze o b&#322;ocie jako egzystencjalnym problemie klasy &#347;redniej.</p><p>Spo&#322;ecze&#324;stwo infantylne nie musi by&#263; dziecinne. Nie musi nosi&#263; &#347;liniak&#243;w ani pluszak&#243;w. Wystarczy, &#380;e uzna za dramat fakt, &#380;e spodnie za p&#243;&#322;tora tysi&#261;ca mog&#261; si&#281; pobrudzi&#263;, kiedy dotkn&#261; ziemi. Infantylizm to stan, w kt&#243;rym forma zast&#281;puje tre&#347;&#263;, a troska o szew staje si&#281; wa&#380;niejsza ni&#380; wojna, g&#322;&#243;d, czy katastrofa klimatyczna.</p><p>To, co Marks nazywa&#322; fetyszyzmem towarowym, dzi&#347; wygl&#261;da jak filmik na TikToku o tym, jak zwin&#261;&#263; nogawk&#281;, &#380;eby nie dotkn&#281;&#322;a asfaltu. W &#347;wiecie mi&#281;kkiego luksusu jedyn&#261; tward&#261; rzecz&#261; zostaje beton. Beton, kt&#243;ry zagra&#380;a estetyce.</p><p>The Clash &#347;piewali kiedy&#347; <em>"Lost in the Supermarket"</em>. Tam w&#322;a&#347;nie jeste&#347;my. Nie zgubieni w historii. Zgubieni w&#347;r&#243;d nowych kolekcji i limitowanych edycji. Kultura nadmiaru zmieni&#322;a si&#281; w kultur&#281; opieki (mokry sen lewicowych aktywist&#243;w?) &#8211; ale nie nad innymi lecz nad naszymi ubraniami.</p><p>I mo&#380;e w&#322;a&#347;nie dlatego czuj&#281; si&#281; zm&#281;czony jeszcze zanim zasn&#281;. Bo nawet je&#347;li nie czytam news&#243;w, one czytaj&#261; mnie. Nawet je&#347;li nie uczestnicz&#281;, to i tak jestem wpisany w kod kultury, w kt&#243;rej b&#322;oto to problem, a nie &#347;rodowisko &#380;ycia. I w kt&#243;rej d&#322;ugo&#347;&#263; nogawki m&#243;wi wi&#281;cej o stanie cywilizacji ni&#380; niejedno expose premiera.</p><p>Nie wiem ju&#380;, czy &#347;mia&#263; si&#281;, czy rzyga&#263; na widok tego spektaklu cywilizacyjnego. Mo&#380;e po prostu powinienem za&#322;o&#380;y&#263; te idiotycznie d&#322;ugie spodnie, wyj&#347;&#263; z domu i szura&#263; nimi po ka&#322;u&#380;ach jak jaki&#347; rozp&#281;dzony Zenek z TikToka. Niech si&#281; pobrudz&#261;, niech nasi&#261;kn&#261; miejskim g&#243;wnem, kt&#243;re udaje design. Mo&#380;e wtedy wreszcie poczuj&#281;, &#380;e jeszcze &#380;yj&#281;, &#380;e co&#347; drapie, &#380;e nie jestem tylko odbiornikiem be&#322;kotu. A mo&#380;e si&#281; wywal&#281;, po&#347;lizgn&#281; na b&#322;ocie tej epoki i b&#281;dzie po problemie. Przynajmniej godnie, z b&#322;otem na nogawkach i pogard&#261; w oczach.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Może nie da się żyć bez wrogów?]]></title><description><![CDATA[Bez spo&#322;ecznie okre&#347;lonego wroga, kt&#243;rego jeste&#347;my w stanie zniszczy&#263; w razie potrzeby, nie zrozumiemy, co dzieje si&#281; we wsp&#243;&#322;czesnym &#347;wiecie.]]></description><link>https://www.realizm.pl/p/moze-sie-nie-da-zyc-bez-wrogow</link><guid isPermaLink="false">https://www.realizm.pl/p/moze-sie-nie-da-zyc-bez-wrogow</guid><pubDate>Sat, 12 Apr 2025 13:28:33 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/e7b02563-7e2b-418f-a390-bbc6f1dd398e_1536x1024.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnie posuni&#281;cia (pocz&#261;tek 2025 roku) administracji ameryka&#324;skiej to bardzo jasno widoczna realizacja has&#322;a narodowego: America First.</p><p>Polityka oparta na interesach narodowych nie jest nowo&#347;ci&#261;. Realizm polityczny zawsze zak&#322;ada&#322;, &#380;e pa&#324;stwa d&#261;&#380;&#261; przede wszystkim do w&#322;asnego przetrwania oraz maksymalizacji w&#322;adzy. Cho&#263; obecna strategia Stan&#243;w Zjednoczonych jest bardzo wyrazista, to pozostaje ona kolejnym przyk&#322;adem dobrze znanego nurtu politycznego &#8211; jedynego, kt&#243;ry przetrwa&#322; pr&#243;b&#281; czasu.</p><p></p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://www.realizm.pl/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Przyjaciel czy wr&#243;g?</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div><p></p><p>Strategi&#281; nowej administracji mo&#380;na uzna&#263; za prymitywn&#261;, w tym sensie, &#380;e identyfikuje interesy pa&#324;stwa w spos&#243;b typowy dla polityki sprzed kilkudziesi&#281;ciu, a nawet kilkuset lat. Pomija przy tym cywilizacyjne lekcje dw&#243;ch wielkich wojen &#347;wiatowych, kt&#243;rych przyczyn&#261; by&#322;o w&#322;a&#347;nie kr&#243;tkowzroczne rozumienie interes&#243;w narodowych, analogiczne do has&#322;a America First.</p><p><strong>Zmiana logiki warto&#347;ci w polityce mi&#281;dzynarodowej</strong></p><p>Aby w&#322;a&#347;ciwie zrozumie&#263; dzisiejsz&#261; dynamik&#281; &#347;wiatowej polityki oraz zachodz&#261;ce zmiany w globalnej umowie spo&#322;ecznej, nale&#380;y zastanowi&#263; si&#281;, czy obecne procesy wynikaj&#261; z nowej logiki my&#347;lenia, czy raczej ze zmiany warto&#347;ci, kt&#243;re przez ostatnie dekady kszta&#322;towa&#322;y szeroko rozumiany Zach&#243;d.</p><p>Dla polityczno-filozoficznych obserwator&#243;w obecna sytuacja to tak&#380;e impuls do refleksji nad negocjowaniem lub pomijaniem warto&#347;ci moralnych i zasad wsp&#243;&#322;pracy mi&#281;dzynarodowej wobec interes&#243;w wielkich mocarstw.</p><p>Bezprecedensowe odrzucenie przez USA mi&#281;dzynarodowych um&#243;w i pr&#243;ba narzucenia w&#322;asnej woli dawnym partnerom staj&#261; si&#281; coraz bardziej widoczne. Interes USA przesta&#322; by&#263; postrzegany jako zbie&#380;ny z interesem ca&#322;ej cywilizacji zachodniej. Wcze&#347;niejsza ameryka&#324;ska polityka &#322;&#261;czy&#322;a przetrwanie kraju z przetrwaniem ca&#322;ej cywilizacji zachodniej; teraz administracja uznaje, &#380;e mo&#380;e osi&#261;gn&#261;&#263; swoje cele samodzielnie.</p><p>Takie memy kulturowe s&#261; obecne (powszechnie?) w ramach my&#347;li zachodniej. W&#281;grzy &#8211; ca&#322;kiem niedawno &#8211; uznali podobny <em>modus operandi</em> za zasadny jaki&#347; czas temu. I chocia&#380; wp&#322;yw zmiany polityki w&#281;gierskiej nie wstrz&#261;sn&#261;&#322; tak bardzo &#346;wiatem zachodnim - nie mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e przeszed&#322; bez echa. Tak naprawd&#281; wielu ludziom zaanga&#380;owanym w kszta&#322;towanie i dbanie o &#322;ad cywilizacji zachodu - ca&#322;y czas polityka Orbana sp&#281;dza sen z oczu. Podobne nurty progresywnej samowystarczalno&#347;ci niezale&#380;nej od reszty wsp&#243;lnoty Zachodu pojawiaj&#261; si&#281; w wielu krajach Europy.</p><p>Przez dekady Stany Zjednoczone postrzega&#322;y swoje bezpiecze&#324;stwo jako nierozerwalnie zwi&#261;zane z utrzymaniem liberalnego porz&#261;dku mi&#281;dzynarodowego. Oznacza&#322;o to wspieranie sojusznik&#243;w (np. NATO), promowanie demokracji i wolnego handlu oraz przeciwdzia&#322;anie autorytarnym re&#380;imom, takim jak Rosja czy Chiny. By&#322;o to zgodne z przekonaniem, &#380;e stabilno&#347;&#263; globalna i przetrwanie "cywilizacji zachodniej" s&#261; kluczowe dla ameryka&#324;skiego bezpiecze&#324;stwa. Obecnie obserwujemy zasadnicz&#261; zmian&#281;. Trudno okre&#347;li&#263; czy w warstwie strategicznej czy raczej w egzekucji, ale &#346;wiat w oczach administracji USA wydaje si&#281; nieco innym wyzwaniem.</p><p>Podstaw&#261; my&#347;lenia przyw&#243;dcy USA o polityce zagranicznej jest za&#322;o&#380;enie, &#380;e s&#322;abn&#261;ca pozycja tego pa&#324;stwa w &#347;wiecie wynika z faktu, i&#380; Waszyngton w ostatnich dekadach pozwala&#322; si&#281; wykorzystywa&#263; zar&#243;wno przez partner&#243;w i sojusznik&#243;w, jak i przez oponent&#243;w. Wydaje si&#281;, &#380;e w tej narracji - &#347;wiadomie lub nie - zupe&#322;nie pomijane s&#261; benefity, kt&#243;re Stany czerpi&#261; (czerpa&#322;y?) ze swojej roli.</p><p>Konsekwencj&#261; tego wydaje si&#281; polityka, kt&#243;ra zak&#322;ada redefinicj&#281; przetrwania USA &#8211; od roli lidera "cywilizacji zachodniej" do samowystarczalnego mocarstwa dbaj&#261;cego wy&#322;&#261;cznie o w&#322;asne interesy. Jest to wyra&#378;ne zerwanie z dotychczasow&#261; tradycj&#261; ameryka&#324;skiej polityki zagranicznej i jednocze&#347;nie powr&#243;t do twardego realizmu politycznego.</p><p>Co ciekawe - zmiany na gruncie polityki zewn&#281;trznej id&#261; w parze z my&#347;leniem o sprawach wewn&#281;trznych. Zmiana w podej&#347;ciu do polityki migracyjnej oraz zmiana w s&#322;ownictwie u&#380;ywanym do okre&#347;lania tego, kogo uwa&#380;a si&#281; w USA za godnego miana Amerykanina jest a&#380; nadto widoczna i wskazuje na g&#322;&#281;bok&#261; zmian&#281; w ameryka&#324;skiej koncepcji narodu (oraz w sposobie definiowania przynale&#380;no&#347;ci do wsp&#243;lnoty narodowej). Wida&#263; odej&#347;cie od tradycyjnej wizji narodu ameryka&#324;skiego opartego na warto&#347;ciach na rzecz bardziej ekskluzywnej i - w przypadku tradycyjnych pa&#324;stw powiedzieliby&#347;my - etnocentrycznej definicji. W przypadku Stan&#243;w Zjednoczonych trudno m&#243;wi&#263; o etnocentryczno&#347;ci. Mechanika jednak jest ta sama.</p><p>Od czas&#243;w zjednoczenia kolonii, idea narodu ameryka&#324;skiego by&#322;a zwi&#261;zana z pewnym zestawem warto&#347;ci, takich jak wolno&#347;&#263;, demokracja, r&#243;wno&#347;&#263; szans czy otwarto&#347;&#263; na r&#243;&#380;norodno&#347;&#263;. Bycie Amerykaninem oznacza&#322;o akceptacj&#281; tych zasad, niezale&#380;nie od pochodzenia etnicznego czy religijnego. Stany Zjednoczone by&#322;y postrzegane jako kraj imigrant&#243;w &#8211; &#8222;melting pot&#8221;, gdzie r&#243;&#380;ne kultury i grupy etniczne mog&#322;y si&#281; integrowa&#263;, pod warunkiem przyj&#281;cia wsp&#243;lnych warto&#347;ci.</p><p><strong>Odrzucenie status quo przez USA. Wiara w si&#322;&#281; nabywcz&#261; dolara ju&#380; nie wystarcza</strong></p><p>Obecnie administracja redefiniuje nar&#243;d ameryka&#324;ski jako wsp&#243;lnot&#281; opart&#261; na lojalno&#347;ci wobec pa&#324;stwa oraz fizycznej obecno&#347;ci w jego granicach, a nie na wsp&#243;lnych warto&#347;ciach czy ideach. Mamy do czynienia z pr&#243;b&#261; zniesienia obywatelstwa wynikaj&#261;cego z &#8222;prawa ziemi&#8221; (birthright citizenship), co uderza w podstawy inkluzywnej definicji narodu. Co wi&#281;cej - &#8220;prawo ziemi&#8221; by&#322;o podstawi&#261; pewnego mitu, kt&#243;ry pozwala&#322; aspirowa&#263; wszystkim ludziom na ziemi do czerpania z pa&#324;stwa dobrobytu tak d&#322;ugo, jak byli gotowi je wsp&#243;&#322;tworzy&#263; w oparciu o te warto&#347;ci.</p><p>W pewnym sensie to by&#322;a wcielona w &#380;ycie najwy&#380;sza idea cz&#322;owiecze&#324;stwa. Niewa&#380;ne, gdzie i jak si&#281; urodzi&#322;e&#347;. Wa&#380;ne, dok&#261;d zmierzasz. W tym sensie - Stany Zjednoczone by&#322;y w&#322;asno&#347;ci&#261; wszystkich ludzi.</p><p><strong>Rewizja &#322;adu &#347;wiatowego</strong></p><p>Zar&#243;wno w polityce wewn&#281;trznej jak i polityce zewn&#281;trznej Trump odrzuca ide&#281; wsp&#243;lnoty warto&#347;ci (np. z sojusznikami NATO) na rzecz lojalno&#347;ci, transakcyjno&#347;ci i ochrony interes&#243;w wy&#322;&#261;cznie obywateli USA.</p><p>Znamienne jest, &#380;e r&#243;wnolegle z walk&#261; z imigracj&#261; - promuje etycznie w&#261;tpliw&#261; ide&#281; &#8220;z&#322;otych wiz&#8221; sugeruj&#261;c, &#380;e ka&#380;dy odpowiednio op&#322;acony cz&#322;owiek mo&#380;e sta&#263; si&#281; Amerykaninem. Co oznacza, &#380;e transakcyjno&#347;&#263; jako warto&#347;&#263; przesuwa si&#281; do centrum warto&#347;ci ameryka&#324;skich.</p><p>Jest to r&#243;wnie&#380; przyk&#322;ad napi&#281;cia mi&#281;dzy liberalnym uniwersalizmem a realistycznym nacjonalizmem, kt&#243;re kszta&#322;tuje wsp&#243;&#322;czesn&#261; polityk&#281; USA.</p><p>W budowie nowej wizji pa&#324;stwa i obywatelstwa mamy do czynienia z bardzo silnym pragmatyzmem ekonomicznym. Nar&#243;d definiowany jest przez wsp&#243;lne interesy ekonomiczne &#8211; np. ochrona miejsc pracy w USA czy promowanie ameryka&#324;skich przedsi&#281;biorstw. To podej&#347;cie wzmacnia podzia&#322; na &#8222;my&#8221; (przedsi&#281;biorcy lub pracownicy w USA) i &#8222;oni&#8221; (zagraniczne firmy lub imigranci konkuruj&#261;cy o te same zasoby). Przyjaciele i wrogowie. Carl Schmitt pisa&#322; o politycznej konieczno&#347;ci rozr&#243;&#380;nienia mi&#281;dzy &#8222;przyjacielem&#8221; a &#8222;wrogiem&#8221;. Trump zdaje si&#281; stosowa&#263; t&#281; logik&#281;, definiuj&#261;c nar&#243;d przez kontrast z tymi, kt&#243;rzy s&#261; postrzegani jako zagro&#380;enie &#8211; zar&#243;wno wewn&#281;trzne (imigranci, krytycy polityczni), jak i zewn&#281;trzne (Chiny, Rosja w kontek&#347;cie gospodarczym). Co ciekawe - kategoria wroga rozszerza si&#281; na ka&#380;dego, kto nie wyznaje idei America First (tak&#380;e niedawnych sojusznik&#243;w).</p><p><strong>Wszyscy b&#281;dziemy Trumpami</strong></p><p>Co zaskakuj&#261;ce - wyznawc&#243;w idei America First znajdujemy na ca&#322;ym &#346;wiecie - nawet w&#347;r&#243;d ludzi, kt&#243;rzy nie posiadaj&#261; obywatelstwa USA i nawet si&#281; o takowe nie ubiegaj&#261;. Jest jednak pewien schemat poj&#281;ciowy, kt&#243;ry radzi sobie z t&#261; ciekawostk&#261;. Schemat, w kt&#243;rym przywracamy poj&#281;cie wroga, nieco ju&#380; zapomniane w kr&#281;gu cywilizacji Zachodu.</p><p>W czasach przesilenia, gdy liberalna demokracja Zachodu zmaga si&#281; z konsekwencjami (negatywne zawsze przykrywaj&#261; pozytywne) otwarto&#347;ci i inkluzywno&#347;ci, nie ma miejsca na neutralno&#347;&#263;, do kt&#243;rej tak bardzo jeste&#347;my przywi&#261;zani. Wszyscy zm&#281;czeni i zagubieni w obecnej debacie publicznej mog&#261; znale&#378;&#263; wsparcie w rozr&#243;&#380;nieniach Carla von Clausewitza (traktuj&#261;cego wojn&#281; jako kontynuacj&#281; polityki) oraz Carla Schmidta. Kluczowe jest jedno rozr&#243;&#380;nienie: <strong>przyjaciel - wr&#243;g</strong>. Bez spo&#322;ecznie okre&#347;lonego wroga, kt&#243;rego jeste&#347;my w stanie zniszczy&#263; w razie potrzeby (np. broni&#261;c swojej ziemi czy stylu &#380;ycia), nie zrozumiemy, co dzieje si&#281; we wsp&#243;&#322;czesnym &#347;wiecie. W tym, w kt&#243;rym nasza zachodnia codzienno&#347;&#263; d&#378;wiga nie-zachodnie, narzucane z zewn&#261;trz, ci&#281;&#380;ary. Je&#380;eli nie b&#281;dziemy w stanie nazwa&#263; wroga, nie zrozumiemy (a nawet je&#347;li, co&#347; zrozumiemy to nie wytworzymy motywacji do obrony) propagandy, algorytmizacji &#380;ycia ani ogromnych pieni&#281;dzy, kt&#243;re zmieniaj&#261; fundamenty naszych warto&#347;ci. I to - lepiej ni&#380; ktokolwiek inny - wykorzystuje Trump i jemu podobni radyka&#322;owie.</p><p>Redefinicja koncepcji narodu ameryka&#324;skiego przez Trumpa opiera si&#281; na lojalno&#347;ci wobec pa&#324;stwa, obywatelstwie i fizycznej obecno&#347;ci; ale tak&#380;e na wykluczaj&#261;cej retoryce i pragmatyzmie ekonomicznym. Jest to wyra&#378;ne zerwanie z tradycj&#261; liberaln&#261; na rzecz nacjonalistycznego realizmu. Radykalnie i mo&#380;e kr&#243;tkowzrocznie, ale pami&#281;tajmy, &#380;e to, jak w tej chwili postrzegamy posuni&#281;cia administracji Stan&#243;w Zjednoczonych - we w&#322;a&#347;ciwy kontekst w&#322;o&#380;ymy dopiero za jaki&#347; czas.</p><p>Donald Trump wydaje si&#281; by&#263; zar&#243;wno produktem swoich czas&#243;w, jak i iskr&#261; zapalaj&#261;c&#261; zmiany spo&#322;eczne. Jego polityka i retoryka s&#261; odpowiedzi&#261; na g&#322;&#281;bokie przemiany spo&#322;eczne i ekonomiczne, kt&#243;re kszta&#322;towa&#322;y USA (i nie tylko) przez ostatnie dekady, ale jednocze&#347;nie przyspieszaj&#261; procesy polaryzacji i redefinicji to&#380;samo&#347;ci narodowej (a mo&#380;e nawet to&#380;samo&#347;ci Zachodu).</p><p>Gniew spo&#322;eczny wobec elit politycznych, globalizacji i nier&#243;wno&#347;ci ekonomicznych (ale te&#380; trudnych intelektualnie i skomplikowanych konstrukcji spo&#322;ecznych) jest &#347;wietnym gruntem do uprawiania retoryki &#8220;my-oni&#8221;.</p><p>Ograniczenie imigracji zawsze wydaje si&#281; &#322;atw&#261; drog&#261; do zmniejszenia nier&#243;wno&#347;ci spo&#322;ecznych, zw&#322;aszcza przy wykorzystywaniu marginalizowanych grup spo&#322;ecznych. W tym wypadku skuteczno&#347;&#263; walki z migracj&#261; nie musi by&#263; powi&#261;zana z faktycznymi zmianami demograficznymi ale jedynie z nazwaniem wroga. By&#263; mo&#380;e Chiny i Rosja jako g&#322;&#243;wny wr&#243;g narracji nie spe&#322;nia&#322;y swojego retorycznego zadania. St&#261;d mamy migrant&#243;w, by&#322;ych sojusznik&#243;w, progresywn&#261; cz&#281;&#347;&#263; kultury. Dziwny zestaw - je&#347;li chcemy zrozumie&#263; warto&#347;ci, kt&#243;re stoj&#261; za t&#261; zmian&#261;. Nie tak dziwny, je&#347;li uznamy, &#380;e szukamy wroga, kt&#243;ry nada nam dynamiki&#8230;</p><p>W tej retoryce chodzi o nie chodzi ju&#380; o nazwanie problem&#243;w &#347;redniej klasy Zachodu, ale o obron&#281; przed zagro&#380;eniem, kt&#243;re podwa&#380;a fundamenty to&#380;samo&#347;ci narodowej i kulturowej. W retoryce Trumpa i podobnych mu lider&#243;w politycznych nie chodzi ju&#380; o rzeteln&#261; analiz&#281; spo&#322;ecznych i ekonomicznych problem&#243;w, lecz o mobilizacj&#281; mas wok&#243;&#322; wsp&#243;lnego strachu i poczucia zagro&#380;enia. W ten spos&#243;b polityka przestaje by&#263; domen&#261; dyskusji i kompromis&#243;w, a staje si&#281; walk&#261; o przetrwanie w&#322;asnego stylu &#380;ycia, warto&#347;ci i to&#380;samo&#347;ci.</p><p>W tym kontek&#347;cie &#8220;wszyscy b&#281;dziemy Trumpami&#8221; oznacza nie tyle przej&#281;cie konkretnych pogl&#261;d&#243;w politycznych, ile poddanie si&#281; logice wojny kulturowej i my&#347;lenia w kategoriach przyjaciel-wr&#243;g. To znak naszych czas&#243;w, gdy coraz wi&#281;cej ludzi, zm&#281;czonych niepewno&#347;ci&#261; i poczuciem chaosu, szuka prostych odpowiedzi i silnych lider&#243;w, gotowych broni&#263; ich przed domniemanym zagro&#380;eniem, nawet je&#347;li cen&#261; za to jest radykalizacja i dalsza polaryzacja spo&#322;eczna.</p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://www.realizm.pl/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Przyjaciel czy wr&#243;g?</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Dziecko na końcu trajektorii rakiety]]></title><description><![CDATA[Levinas m&#243;wi to wprost jak ostrze no&#380;a: &#8222;Nie mo&#380;esz przej&#347;&#263; oboj&#281;tnie&#8221;. Jego s&#322;owa uderzaj&#261; w nas jak nieprzyjemny d&#378;wi&#281;k alarmu jachtu ratuj&#261;cego ton&#261;cego w morzu cierpienia.]]></description><link>https://www.realizm.pl/p/dziecko-na-koncu-trajektorii-rakiety</link><guid isPermaLink="false">https://www.realizm.pl/p/dziecko-na-koncu-trajektorii-rakiety</guid><dc:creator><![CDATA[Realista]]></dc:creator><pubDate>Sat, 05 Apr 2025 11:28:17 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/10d476f2-4607-4e37-8e7a-41ee40f56efd_1536x1024.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<div class="captioned-image-container"><figure><a class="image-link image2 is-viewable-img" target="_blank" href="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp" data-component-name="Image2ToDOM"><div class="image2-inset"><picture><source type="image/webp" srcset="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_424,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 424w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_848,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 848w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_1272,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 1272w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_1456,c_limit,f_webp,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 1456w" sizes="100vw"><img src="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_1456,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp" width="770" height="513" data-attrs="{&quot;src&quot;:&quot;https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp&quot;,&quot;srcNoWatermark&quot;:null,&quot;fullscreen&quot;:null,&quot;imageSize&quot;:null,&quot;height&quot;:513,&quot;width&quot;:770,&quot;resizeWidth&quot;:null,&quot;bytes&quot;:13062,&quot;alt&quot;:null,&quot;title&quot;:null,&quot;type&quot;:&quot;image/webp&quot;,&quot;href&quot;:null,&quot;belowTheFold&quot;:false,&quot;topImage&quot;:true,&quot;internalRedirect&quot;:&quot;https://realizm.substack.com/i/160640881?img=https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp&quot;,&quot;isProcessing&quot;:false,&quot;align&quot;:null,&quot;offset&quot;:false}" class="sizing-normal" alt="" srcset="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_424,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 424w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_848,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 848w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_1272,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 1272w, https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!fpn8!,w_1456,c_limit,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F8a834a34-7dcd-489f-a69e-137cc4cd403d_770x513.webp 1456w" sizes="100vw" fetchpriority="high"></picture><div class="image-link-expand"><div class="pencraft pc-display-flex pc-gap-8 pc-reset"><button tabindex="0" type="button" class="pencraft pc-reset pencraft icon-container restack-image"><svg role="img" width="20" height="20" viewBox="0 0 20 20" fill="none" stroke-width="1.5" stroke="var(--color-fg-primary)" stroke-linecap="round" stroke-linejoin="round" xmlns="http://www.w3.org/2000/svg"><g><title></title><path d="M2.53001 7.81595C3.49179 4.73911 6.43281 2.5 9.91173 2.5C13.1684 2.5 15.9537 4.46214 17.0852 7.23684L17.6179 8.67647M17.6179 8.67647L18.5002 4.26471M17.6179 8.67647L13.6473 6.91176M17.4995 12.1841C16.5378 15.2609 13.5967 17.5 10.1178 17.5C6.86118 17.5 4.07589 15.5379 2.94432 12.7632L2.41165 11.3235M2.41165 11.3235L1.5293 15.7353M2.41165 11.3235L6.38224 13.0882"></path></g></svg></button><button tabindex="0" type="button" class="pencraft pc-reset pencraft icon-container view-image"><svg xmlns="http://www.w3.org/2000/svg" width="20" height="20" viewBox="0 0 24 24" fill="none" stroke="currentColor" stroke-width="2" stroke-linecap="round" stroke-linejoin="round" class="lucide lucide-maximize2 lucide-maximize-2"><polyline points="15 3 21 3 21 9"></polyline><polyline points="9 21 3 21 3 15"></polyline><line x1="21" x2="14" y1="3" y2="10"></line><line x1="3" x2="10" y1="21" y2="14"></line></svg></button></div></div></div></a></figure></div><p>(fotka od Jason Redmond/AP za <a href="https://www.aljazeera.com/news/2025/4/5/pro-palestinian-protesters-interrupt-microsofts-50th-anniversary-event">Al Jazeer&#261;</a>) </p><p>Jaki procent ludzko&#347;ci zgodzi si&#281; dzisiaj z Levinasem? Levinas m&#243;wi: nie wolno ci przej&#347;&#263; oboj&#281;tnie obok twarzy cierpi&#261;cego. Twarz drugiego cz&#322;owieka nakazuje ci odpowiedzialno&#347;&#263;, zanim pojawi si&#281; jakakolwiek teoria czy prawo. </p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://www.realizm.pl/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Thanks for reading Realizm! Subscribe for free to receive new posts and support my work.</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div><p><strong>Poci&#261;g. Przedzia&#322; og&#243;lnowagonowy. Zasi&#281;g.</strong></p><p>Poci&#261;g do Warszawy, druga klasa, brudne okna, rozklekotane fotele i wifi, kt&#243;re &#322;apie tylko wtedy, gdy patrzysz w bok. Scrolluj&#281;. Al Jazeera. Dla odmiany. Tytu&#322; bije po oczach jak reflektor w &#347;rodek nocy: <strong>"Pro-palestinian protesters interrupt Microsoft&#8217;s 50th anniversary event."</strong></p><p>Klikam. Kto&#347; wrzeszczy o martwych dzieciach w Palestynie. Nadella patrzy z niepokojem, konferansjerzy pr&#243;buj&#261; ratowa&#263; tempo. Gosc niewzruszony powtarza: &#8222;Thank you for your protest&#8221;. Co to w og&#243;le znaczy? Thank you w sensie: doceniam, &#380;e to krzyczysz chocia&#380; p&#243;&#322; &#380;ycia marzy&#322;em &#380;eby tu by&#263;? Czy Dzi&#281;ki, bo nie mam jaj, ale si&#281; z tob&#261; zgadzam? W tle slajdy o innowacjach, tort, wspomnienia, lata 90., &#347;wiat sprzed i po internecie. Microsoft. 50 lat zmieniania &#347;wiata.</p><p><strong>Zmienia&#263; &#347;wiat</strong>. Jak z folderu rekrutacyjnego, ale teraz brzmi jak ironicznym echem z p&#322;on&#261;cej ulicy.</p><p>Na przeciwko mnie siedzi on. Typowy metropolitalny korpo-transporter. Garnitur jak z trzeciego pi&#281;tra Zary, ekspresowa kawa z dworca, MacBook w trybie "zaraz si&#281; obudz&#281;". Zamiast rozmawia&#263;, gadam do jego odbicia w szybie. Mo&#380;e do siebie. Mo&#380;e do nas wszystkich.</p><p><strong>Dialog z garniturem</strong></p><p>&#8211; Ej. Je&#347;li Microsoft dostarcza technologi&#281; izraelskiemu wojsku, a izraelskie wojsko prowadzi ataki, a w tych atakach gin&#261; dzieci... To co?</p><p>On nawet nie podnosi g&#322;owy.</p><p>&#8211; To tylko infrastruktura. Komputery. Kod.</p><p>&#8211; Ale u&#380;yte w &#322;a&#324;cuchu, kt&#243;ry ko&#324;czy si&#281; trupem. Dzieckiem. Dziewczynk&#261;, ch&#322;opcem. To nie jest hipotetyczne. To si&#281; dzieje <strong>dzi&#347;</strong>.</p><p>Milczy. Za oknem krajobraz zmienia si&#281; w elektro&#347;mietnik narodowy. Transformacja. Tiry, banery, krzy&#380;e. Wypatruj&#281; pos&#261;gu Chrystusa kr&#243;la.</p><p>&#8211; Przedtem mo&#380;na by&#322;o nie wiedzie&#263;. Teraz? Wiesz. Microsoft wie. Maj&#261; AI, maj&#261; dane, maj&#261; analityk&#281; lepsz&#261; ni&#380; ca&#322;a ABW. I co robi&#261; z t&#261; wiedz&#261;? Nic. Bo mo&#380;na. Bo tak dzia&#322;a system.</p><p><strong>&#321;a&#324;cuch logiczny</strong></p><p>Nie chodzi o intencj&#281;. Chodzi o fakt.</p><ol><li><p>Microsoft dostarcza technologi&#281; izraelskiemu wojsku.</p></li><li><p>Wojsko prowadzi ataki.</p></li><li><p>W atakach gin&#261; dzieci.</p></li><li><p>Microsoft nie poci&#261;ga za spust, ale dostarcza bro&#324; systemow&#261;.</p></li></ol><p>Czyli? Technologia Microsoftu <strong>jest u&#380;ywana w procesie, kt&#243;rego skutkiem jest &#347;mier&#263; dzieci</strong>. Microsoft nie musi by&#263; potworem. Wystarczy, &#380;e jest efektywny, oboj&#281;tny i dobrze naoliwiony. To Arendtowskie ostrze&#380;enie: z&#322;o nie zawsze krzyczy &#8211; cz&#281;sto tylko automatyzuje procesy. To kluczowa rama dla korpo&#347;wiata, kt&#243;ry nie zabija sam, ale umo&#380;liwia zabijanie przez swoj&#261; bezrefleksyjno&#347;&#263; i pos&#322;usze&#324;stwo procedurze.</p><p><strong>Pr&#243;g wiedzy</strong></p><p>W filozofii etycznej momentem granicznym nie jest czyn, tylko <strong>moment, w kt&#243;rym mo&#380;esz ju&#380; co&#347; z nim zrobi&#263;</strong>. Gdy wiesz, ale nic nie robisz. <strong>Zatrzymujesz si&#281;. I akceptujesz.</strong></p><p>Microsoft si&#281; nie zatrzyma&#322;. Trwa. Bo trwa rynek, bo trwa Izrael, bo trwa chmura. Ale w tej chmurze unosz&#261; si&#281; dane o celach, trajektoriach, analizach, metadanych. Z tej chmury spada ogie&#324;. Nie symbolicznie. Naprawd&#281;.</p><p><strong>Exit</strong></p><p>Poci&#261;g wje&#380;d&#380;a do Warszawy Zachodniej. Garnitur zbiera si&#281; do wyj&#347;cia. Nie patrzy mi w oczy. Ja jemu te&#380; nie. Ka&#380;dy idzie dalej swoim tunelem.</p><p>Ale gdzie&#347; na ko&#324;cu kabla, na serwerze Azure, procesor liczy trajektori&#281;. A na ko&#324;cu trajektorii jest dziecko.</p><p>Mark Fisher m&#243;wi&#322;, &#380;e &#322;atwiej wyobrazi&#263; sobie koniec &#347;wiata ni&#380; koniec kapitalizmu. A wi&#281;c r&#243;wnie&#380; &#322;atwiej wyobrazi&#263; sobie, &#380;e dzieci b&#281;d&#261; gin&#261;&#263; zawsze, &#380;e wojny s&#261; nieuniknione, &#380;e technologia to tylko narz&#281;dzie, a nie wyb&#243;r etyczny. To w&#322;a&#347;nie ideologia bez ideologii: wszystko jest dozwolone, byle dzia&#322;a&#322;o.</p><p>&#8222;Kapitalizm podtrzymuje si&#281; nie przez represj&#281;, lecz przez depresj&#281;: przez poczucie, &#380;e nic innego nie jest mo&#380;liwe.&#8221;</p><p>Microsoft nie musi by&#263; z&#322;oczy&#324;c&#261; aktywnie. Wystarczy, &#380;e jest zdepresjonowany etycznie. &#379;e dzia&#322;a w trybie default. &#8222;Tak trzeba, bo tak jest.&#8221; A w tym &#8222;tak jest&#8221; le&#380;y ca&#322;e cia&#322;o dziecka.</p><div class="subscription-widget-wrap-editor" data-attrs="{&quot;url&quot;:&quot;https://www.realizm.pl/subscribe?&quot;,&quot;text&quot;:&quot;Subscribe&quot;,&quot;language&quot;:&quot;en&quot;}" data-component-name="SubscribeWidgetToDOM"><div class="subscription-widget show-subscribe"><div class="preamble"><p class="cta-caption">Thanks for reading Realizm! Subscribe for free to receive new posts and support my work.</p></div><form class="subscription-widget-subscribe"><input type="email" class="email-input" name="email" placeholder="Type your email&#8230;" tabindex="-1"><input type="submit" class="button primary" value="Subscribe"><div class="fake-input-wrapper"><div class="fake-input"></div><div class="fake-button"></div></div></form></div></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Ja o jednym, Ty o drugim]]></title><description><![CDATA[Dwa j&#281;zyki edukacji, &#380;aden nie s&#322;yszy dzieci &#8212; czyli pijacki labirynt prac domowych i polskiej szko&#322;y]]></description><link>https://www.realizm.pl/p/ja-o-jednym-ty-o-drugim</link><guid isPermaLink="false">https://www.realizm.pl/p/ja-o-jednym-ty-o-drugim</guid><pubDate>Wed, 02 Apr 2025 13:32:44 GMT</pubDate><enclosure url="https://substack-post-media.s3.amazonaws.com/public/images/811b1c34-0097-4917-bfda-34f1a6379159_1536x1024.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<p>Debata o zadaniach domowych w polskiej edukacji przypomina spotkanie rodzinne po pi&#281;ciu piwach i jednym jointcie, kiedy wszyscy krzycz&#261;, a nikt nie wie, kto zacz&#261;&#322;. Jedni chc&#261; reformy, drudzy &#8211; powrotu do &#8222;prawdziwej szko&#322;y&#8221;, cokolwiek to znaczy. Emocje gotuj&#261; si&#281; jak woda w gwi&#380;d&#380;&#261;cym czajniku z PRL-u, ale nikt nie pyta dzieci, co o tym my&#347;l&#261;. S&#261; tylko t&#322;em. Statystyk&#261;. Pustym krzes&#322;em w sali nr 12. A szko&#322;a? Szko&#322;a jedzie dalej &#8211; jak rozp&#281;dzony Jelcz bez hamulc&#243;w, z nauczycielem przy kierownicy i uczniami na pace, modl&#261;cymi si&#281;, by nie sko&#324;czy&#263; w rowie.</p><h4><strong>Dwa j&#281;zyki edukacji &#8211; ujarani z nachlanymi</strong></h4><p>Wersja Drylowa &#8212; to jakby kto&#347; odpali&#322; &#8222;Lekcj&#281; wychowawcz&#261;&#8221; z Barei i pr&#243;bowa&#322; j&#261; zmontowa&#263; z dziennikiem elektronicznym. Nauczyciel to genera&#322; od tablicy, a dziecko to rekrut, kt&#243;ry nie mo&#380;e wyj&#347;&#263; na przerw&#281;, bo jeszcze nie odda&#322; wypracowania o Rejtanie. Prace domowe s&#261; jak zadania w Wojsku Polskim: absurdalne, nieprzydatne, ale trzeba je zrobi&#263;, bo inaczej b&#281;dzie wpis do e-dziennika i telefon do mamy. A wszystko to w imi&#281; &#8222;kszta&#322;towania charakteru&#8221; i &#8222;przygotowania do &#380;ycia&#8221;, kt&#243;re przypomina raczej bieg z tornistrem po w&#281;glu.</p><p><em>Wersja Psychodeliczna</em> &#8212; sesja autoterapii w sali 7, gdzie na &#347;cianach wisz&#261; aforyzmy Szymborskiej, a dzieci dostaj&#261; punkty za empati&#281; i umiej&#281;tno&#347;&#263; milczenia. W powietrzu unosi si&#281; zapach pokruszonego bursztynu i cytrynowej melisy. Zadania domowe traktowane s&#261; jak zamach na dzieci&#281;ce zen, a testy wywo&#322;uj&#261; egzystencjalny l&#281;k &#8212; jak wiersze Herberta na olimpiadzie.</p><p>Efekt? Dwie wersje rzeczywisto&#347;ci jak z r&#243;wnoleg&#322;ych wszech&#347;wiat&#243;w. &#379;adna nie s&#322;yszy dziecka. Obie krzycz&#261; w pustk&#281;. Gdzie&#347; w tle dzieciak z ADHD gra w Minecrafta i szepcze: &#8222;Co wy odpier&#8230;?&#8221;</p><h4><strong>G&#322;os ucznia &#8212; jakby kto&#347; pyta&#322; Ducha &#346;wi&#281;tego o opini&#281; w talk-show</strong></h4><p>Dzieci s&#261; jak duchy &#8211; wszyscy o nich m&#243;wi&#261;, nikt ich nie widzi. W debatach maj&#261; rol&#281; statyst&#243;w, czasem trupa, czasem rekwizytu. Gdyby Jezus wr&#243;ci&#322; i by&#322; w wieku szkolnym, te&#380; by go nie zapytali o zdanie. Eksperci m&#243;wi&#261; za dzieci, ministrowie rysuj&#261; im przysz&#322;o&#347;&#263;, kt&#243;rej nie chc&#261;. </p><p>G&#322;os zabieraj&#261; ministrowie, eksperci, zwi&#261;zkowcy, kuratorzy &#8211; wszyscy z tytu&#322;ami i do&#347;wiadczeniem, ale &#380;aden z nich nie wraca dzi&#347; do domu z plecakiem wa&#380;&#261;cym osiem kilo. Uczniowie mogliby powiedzie&#263; wiele. Tylko nikt ich nie pyta. Bo wci&#261;&#380; traktujemy ich jak poddanych, nie partner&#243;w. Jak ekran do rzutnika, nie istoty my&#347;l&#261;ce.</p><p>I tylko nauczyciele klasowo-mesjanistyczni trzymaj&#261; si&#281; nadziei, &#380;e kt&#243;ry&#347; z uczni&#243;w za 40 lat powie: &#8222;Dzi&#281;kuj&#281; ci, Pani z fizyki, &#380;e kaza&#322;a&#347; mi rysowa&#263; ruch jednostajnie przyspieszony o 22:30&#8221;.</p><h4><strong>Fa&#322;szywa rama &#8211; czyli pr&#243;ba naprawy UFO ta&#347;m&#261; klej&#261;c&#261;</strong></h4><p>Ten sp&#243;r nie ma sensu. To jak k&#322;&#243;tnia o to, czy lepiej zasuwa&#263; w klapkach po g&#243;rach, czy w butach narciarskich po pla&#380;y. Obie strony p&#281;dz&#261; przed siebie, ka&#380;da w z&#322;ym kierunku, ale z przekonaniem, &#380;e tylko ich mapa jest prawdziwa. Edukacja utkn&#281;&#322;a w modelu, w kt&#243;rym dziecko to bierna ameba, nauczyciel to frustrat na kraw&#281;dzi za&#322;amania nerwowego, a system to wielka papierowa pieczarka &#8211; truj&#261;ca, ale ozdobna. Nie pytamy o relacje, tylko o wydajno&#347;&#263;. Nie interesuje nas, kto uczy si&#281; z sensem &#8211; tylko kto nie sprawia k&#322;opot&#243;w.</p><h4>Sukces to nie &#347;rednia 4,86</h4><p>Zamiast pyta&#263;, czy zadania domowe s&#261; dobre czy z&#322;e, mo&#380;e warto usi&#261;&#347;&#263; przy ognisku &#8211; dos&#322;ownie albo metaforycznie &#8211; i po prostu pogada&#263;. Z uczniami. Z nauczycielami. Bez tabel, ranking&#243;w i histerii. Z piwem w d&#322;oni, z kr&#243;likiem szeleszcz&#261;cym w krzakach i sarn&#261;, kt&#243;ra patrzy na nas z niepokojem. Mo&#380;e wtedy odkryjemy, &#380;e edukacja to nie projekt, tylko wsp&#243;lnota. I &#380;e zadania domowe mog&#261; istnie&#263; &#8211; ale tylko wtedy, gdy wynikaj&#261; z dialogu, nie z biurokratycznego rozkazu. </p><p>Stworzymy sobie szko&#322;&#281; nie jako instytucj&#281;, ale jako &#380;ywy organizm. Szko&#322;&#281;, kt&#243;ra wygl&#261;da jak trip po grzybkach: bez dzwonk&#243;w, bez kartek A4, gdzie uczniowie maj&#261; wi&#281;cej do powiedzenia ni&#380; szkolna komisja ds. oceniania. Gdzie sukces to nie &#347;rednia 4,86, tylko zdolno&#347;&#263; przeprowadzenia sensownej rozmowy i wymy&#347;lenia &#347;wiata od nowa.</p><p>Prawdziwa zmiana przyjdzie, gdy przestaniemy m&#243;wi&#263; <em><strong>o</strong></em> dzieciach, a zaczniemy m&#243;wi&#263; <em><strong>z</strong></em> dzie&#263;mi. Gdy zamiast kolejnej reformy rzucimy w k&#261;t linijki i plany naprawcze, i zaczniemy s&#322;ucha&#263;. Szko&#322;a to nie czo&#322;g ani &#347;wi&#261;tynia. To przestrze&#324; &#8211; &#380;ywa, zmienna, wsp&#243;lna. A dzieci? Dzieci nie s&#261; ani produktem, ani klientem. S&#261; gospodarzem. I mo&#380;e kiedy&#347;, na ko&#324;cu tej edukacyjnej &#347;cie&#380;ki, pe&#322;nej zakr&#281;t&#243;w, kr&#243;lik&#243;w i zgubionych podr&#281;cznik&#243;w, znajdziemy co&#347;, co naprawd&#281; ma sens.</p><p>Zadania domowe? Tak, ale tylko je&#347;li s&#261; jak dobre LSD &#8211; otwieraj&#261; drzwi percepcji, a nie wt&#322;aczaj&#261; w pude&#322;ko z makulatur&#261;.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Wszyscy będziemy Trumpami]]></title><description><![CDATA[Reporta&#380; z ko&#324;ca Imperium, sprzed telewizora. Wiara w si&#322;&#281; nabywcz&#261; dolara ju&#380; nie wystarcza. Telewizor zawsze.]]></description><link>https://www.realizm.pl/p/america-first</link><guid isPermaLink="false">https://www.realizm.pl/p/america-first</guid><dc:creator><![CDATA[Realista]]></dc:creator><pubDate>Fri, 21 Mar 2025 14:29:14 GMT</pubDate><enclosure url="https://substackcdn.com/image/fetch/$s_!N-fa!,f_auto,q_auto:good,fl_progressive:steep/https%3A%2F%2Fsubstack-post-media.s3.amazonaws.com%2Fpublic%2Fimages%2F0900ac65-2aa4-4099-9ba6-91ac4d61d121_1024x1024.png" length="0" type="image/jpeg"/><content:encoded><![CDATA[<h4>AMERYKA PIERWSZA, LUDZKO&#346;&#262; OSTATNIA &#8211; DEKADENCJA IMPERIUM W CZASACH POLITYCZNEGO ZAPALENIA M&#211;ZGU</h4><p>Jest poniedzia&#322;ek. 10 rano. Siedz&#281; na kanapie w stanie p&#243;&#322;depresji, w bieli&#378;nie, kt&#243;ra widzia&#322;a lepsze dni, z popielniczk&#261; pe&#322;n&#261; nadwi&#347;la&#324;skiego rozczarowania (&#380;yciem na marginesie, nawet wtedy, kiedy 300 km ode mnie toczy si&#281; najwa&#380;niejszy konflikt XXI wieku) i kubkiem kawy, kt&#243;ry ju&#380; dawno przeszed&#322; na stron&#281; zimnej wojny. Przede mn&#261; laptop &#8211; okno na &#347;wiat albo elektroniczna gilotyna dla rozs&#261;dku, zale&#380;nie od nastroju.</p><h4><strong>Na ekranie Donald Trump. Znowu.</strong></h4><p>Jego twarz, jak plastikowa maska boga wojny z taniego horroru, pluje s&#322;owami, kt&#243;re kiedy&#347; uznaliby&#347;my za obelg&#281; wobec cywilizacji. Dzi&#347; to oficjalna linia partii. &#8222;<strong>America First</strong>&#8221; &#8211; brzmi jak hymn, ale &#347;mierdzi jak slogan z lat trzydziestych. Za nim &#8211; flaga, za flag&#261; &#8211; t&#322;um. A za t&#322;umem? Ju&#380; tylko ciemno&#347;&#263;.</p><p>Ale to nie jest tylko telewizyjne show. To manifest. Pieprzony, pot&#281;&#380;ny manifest, kt&#243;ry spala wszystko, co liberalne, otwarte i wieloznaczne. &#379;adnych kompromis&#243;w. &#379;adnych wsp&#243;lnych warto&#347;ci. Tylko interes. Tylko &#8222;my&#8221; i &#8222;oni&#8221;. Telepie mnie na sam&#261; my&#347;l o tym, co by by&#322;o gdybym na to patrzy&#322; w latach 80-tych zesz&#322;ego stulecia. Jestem z pokolenia, kt&#243;re nie wyobra&#380;a sobie wyrwania si&#281; z bagna komunizmu - ruskiego komunizmu - bez tej flagi w tle. Teraz s&#322;ysz&#281; tylko interes.</p><p>I nie chodzi ju&#380; tylko o Stany. Ta zaraza my&#347;lenia rozlewa si&#281; po ca&#322;ym zachodnim &#347;wiecie jak plama oleju po zderzeniu tankowca z rzeczywisto&#347;ci&#261;. W&#281;gry, Polska, W&#322;ochy &#8211; ka&#380;dy chce by&#263; Trumpem. Nawet nie ze wzgl&#281;du na idee. Ze wzgl&#281;du na skuteczno&#347;&#263;.</p><p>W&#281;grzy ju&#380; to przerabiali. Orban posk&#322;ada&#322; demokracj&#281; w origami, wrzuci&#322; do s&#322;oika z formalin&#261; i postawi&#322; na p&#243;&#322;ce z trofeami. &#346;wiat si&#281; krzywi&#322;, ale cicho zazdro&#347;ci&#322;. Bo to dzia&#322;a&#322;o. I nikt nie potrafi&#322; ju&#380; powiedzie&#263;, dlaczego to <em>nie powinno</em> dzia&#322;a&#263;.</p><p>W tym samym czasie USA wycofuje si&#281; z um&#243;w mi&#281;dzynarodowych jakby by&#322;y zara&#380;one wirusem r&#243;wno&#347;ci. Sojusznicy? &#346;mieszni frajerzy. Wsp&#243;lna obrona? Tylko je&#347;li zap&#322;acisz. Demokracja i prawa cz&#322;owieka? Tylko je&#347;li nie przeszkadzaj&#261; w interesach korporacji i eksploatacji.</p><h4>VIP GOLF CLUB</h4><p>Zmieniam kana&#322;. Zn&#243;w Trump. Tym razem m&#243;wi o obywatelstwie. Ju&#380; nie wystarczy urodzi&#263; si&#281; na ziemi ameryka&#324;skiej. Teraz musisz by&#263; lojalny. Musisz by&#263; obecny. Musisz by&#263; cz&#281;&#347;ci&#261; czego&#347;, co bardziej przypomina sekt&#281; ni&#380; nar&#243;d. <strong>To nie ju&#380; melting pot &#8211; to ekskluzywny klub z selekcj&#261; przy wej&#347;ciu.</strong></p><p>Poj&#281;cie &#8222;narodu&#8221; jest tu kalibrowane jak celownik snajperski. Kiedy&#347; wystarczy&#322;o wierzy&#263; w wolno&#347;&#263;, dzi&#347; musisz mie&#263; papiery, dow&#243;d wp&#322;yw&#243;w i dobre buty. A je&#347;li nie &#8211; wr&#243;g. Zewn&#281;trzny. Wewn&#281;trzny. Te kategorie znowu &#380;yj&#261;. Carl Schmitt kiwa g&#322;ow&#261; zza grobu, a Clausewitz otwiera kolejne piwo.</p><p>Wszyscy jeste&#347;my wci&#261;gani w ten wir. Nawet ja, pal&#261;cy papierosa o dziewi&#261;tej rano i pr&#243;buj&#261;cy zrozumie&#263;, czy to jeszcze polityka, czy ju&#380; religia. Bo nie da si&#281; nie zauwa&#380;y&#263;: <strong>Trump to nie przyczyna, to symptom.</strong></p><p>Symptom planety (ale czy ca&#322;ej?) zm&#281;czonej z&#322;o&#380;ono&#347;ci&#261;, szukaj&#261;cej prostych odpowiedzi na trudne pytania. Dlaczego nie mam pracy? Bo przyjecha&#322; kto&#347; z zewn&#261;trz. Dlaczego moje &#380;ycie nie wygl&#261;da jak na Instagramie? Bo elity ci&#281; okrad&#322;y. Dlaczego wszystko si&#281; rozpada? Bo wr&#243;g nie zosta&#322; jeszcze nazwany.</p><p>I to w&#322;a&#347;nie oferuje Trump &#8211; wroga. Ka&#380;demu. Ka&#380;dego dnia. Raz to Meksyk, raz Chiny, raz Niemcy, raz dziennikarz z liberalnej telewizji lub minister z europejskiego kraju. Wr&#243;g dynamiczny. Wr&#243;g mutuj&#261;cy. Wr&#243;g, kt&#243;ry t&#322;umaczy chaos.</p><p>Ale to nie tylko retoryka &#8211; to zmiana DNA ca&#322;ej cywilizacji. <strong>Z liberalnego uniwersalizmu na twardy, realistyczny nacjonalizm.</strong> Z empatii &#8211; w transakcj&#281;. Z r&#243;&#380;norodno&#347;ci &#8211; w selekcj&#281;.</p><p>Co wi&#281;cej, ten mem polityczny dzia&#322;a ju&#380; globalnie. Widzimy jego przejawy w Europie, w Ameryce &#321;aci&#324;skiej, w Indiach. Niewa&#380;ne, czy m&#243;wisz po angielsku, czy w&#281;giersku &#8211; wszyscy rozumiej&#261; to proste przes&#322;anie: &#8222;My &#8211; oni. Kasa &#8211; lojalno&#347;&#263;. Reszta &#8211; wypierdala&#263;.&#8221;</p><p>To dlatego m&#243;wi&#281;: <strong>wszyscy b&#281;dziemy Trumpami</strong>. Nie dlatego, &#380;e staniemy si&#281; jak on. Ale dlatego, &#380;e jego styl my&#347;lenia, jego j&#281;zyk, jego podzia&#322; &#347;wiata &#8211; przenika powietrze jak dym z palonej konstytucji i p&#322;on&#261;cych traktat&#243;w, jak dym ze zgliszcz ONZ, NATO, paryskiego porozumienia klimatycznego, WTO i ka&#380;dej innej umowy, kt&#243;ra mia&#322;a uczyni&#263; &#347;wiat mniej barbarzy&#324;skim. Ten dym nie zna granic &#8211; wdziera si&#281; do parlament&#243;w, sypialni, newsfeed&#243;w, a&#380; przestajesz czu&#263; r&#243;&#380;nic&#281; mi&#281;dzy suwerenno&#347;ci&#261; a izolacj&#261;, mi&#281;dzy obron&#261; interes&#243;w a wojn&#261; wszystkich przeciwko wszystkim.</p><p>I mo&#380;e w&#322;a&#347;nie to jest najbardziej przera&#380;aj&#261;ce. Trump to nie cz&#322;owiek. To j&#281;zyk. To logika. To wirus, kt&#243;ry ju&#380; nie musi wraca&#263;, bo nigdy nie odszed&#322; &#8211; zmutowa&#322;, rozla&#322; si&#281;, zagnie&#378;dzi&#322; w systemach, instytucjach, memach, tweetach, w g&#322;owach ludzi, kt&#243;rzy nawet nie wiedz&#261;, &#380;e my&#347;l&#261; jego s&#322;owami. </p><p>Bo dzi&#347; nie chodzi ju&#380; o programy polityczne, ani o sp&#243;jne ideologie. Chodzi o <strong>emocjonaln&#261; geometri&#281;</strong> &#347;wiata, o map&#281;, kt&#243;r&#261; ka&#380;dy mo&#380;e narysowa&#263; odr&#281;cznie: tu s&#261; <em>nasi</em>, tam s&#261; <em>oni</em>. Wszystko inne to mg&#322;a, mi&#281;kko&#347;&#263;, zdrada.</p><p>I tu wracamy do Carla Schmitta, tego arcykap&#322;ana brudnej prawdy o polityce: <strong>polityczne nie polega na kompromisie, tylko na rozr&#243;&#380;nieniu przyjaciel&#8211;wr&#243;g.</strong> To nie metafora. To mechanizm przetrwania.</p><p>W &#347;wiecie bez wsp&#243;lnych warto&#347;ci, bez jasnych struktur i bez zaufania &#8211; jedyne, co pozostaje, to wybiera&#263; strony. Przyjaciel to ten, kto nie zadaje pyta&#324;. Wr&#243;g &#8211; ten, kto istnieje inaczej. Ten, kto nie pasuje do rytmu. Ten, kto nie kupuje biletu do narracji.</p><p><strong>I w&#322;a&#347;nie dlatego wszyscy b&#281;dziemy Trumpami.</strong> Nie jako wyznawcy, ale jako ofiary logiki, kt&#243;ra ju&#380; nie potrzebuje ideologii &#8211; wystarczy jej wr&#243;g.</p><p>Witajcie w nowej epoce. Gdzie pytanie &#8222;kim jeste&#347;?&#8221; nie ma znaczenia &#8211; dop&#243;ki nie odpowiesz: &#8222;z kim jeste&#347;?&#8221;.</p>]]></content:encoded></item></channel></rss>